Historie pisane dłutem

www FB YT

Od trzech pokoleń wśród mebli gdańskich_


Kiedy dzisiaj wchodzimy do sklepu meblarskiego, widzimy najrozmaitsze szafy, stoły, krzesła, kanapy – ale wiele modeli jest niemal jednakowych, uproszczonych, jakby według jednego wzorca.

Dominują na ogół formy proste, geometryczne, pozbawione swoistego „klimatu” oraz indywidualizmu. Znaczenie trendów w meblarstwie przedkłada się ponad charakter danej marki, więc na pierwszy rzut oka trudno przyporządkować konkretny projekt do któregoś z producentów. Meble stały się produktami masowymi, zmieniły się także stosowane w branży materiały. A przecież mebel to rzecz trwała, która mogłaby przechodzić z pokolenia na pokolenie – aby tak się stało powinna jednak wyróżniać się walorami artystycznymi lub przynajmniej pewną solidnością, by nie rozpadać się po kilku latach, jak to często ma miejsce obecnie.

Na szczęście świadomość konsumentów wzrasta. Wielu klientów, urządzając dom, odrzuca to co masowe i powszechne. Chętniej sięgamy po naturalne materiały i wytwory ręcznej pracy. Polska branża meblarska może poszczycić się ogromnymi sukcesami na tym polu. Zaglądamy do jednego z takich producentów: firmy Meble MebS, która dostarcza współczesnym odbiorcom solidne, drewniane meble gdańskie – takie, jakie wyrabiano w pracowniach gdańskich od XVI do XVIII wieku. Bogato zdobione, nawiązujące najczęściej do motywów morskich i marynistycznych, ale nie tylko. Motywy zwierzęce, roślinne, głowy ludzkie, okręty odznaczające się wysokim kunsztem snycerskim – to charakterystyczne zdobnictwo gdańskich mebli.

Choć dziś mówi się o niej coraz głośniej, pracownia Mebli MebS nie jest projektem nowym, działa bowiem od trzydziestu lat. Bartłomiej Jóskowski, obecny właściciel firmy, podkreśla rodzinne tradycje marki – pracownię założył jego ojciec. On sam natomiast już jako dziecko wiele czasu spędzał w warsztacie ojca, bawiąc się drewnianymi odpadkami, wycinając z nich najróżniejsze formy. Od najmłodszych lat obserwował prace stolarskie i snycerskie, oswajał się z drewnem, poznawał właściwości gatunków. Podobną drogę przechodzi obecnie jego syn. Zdaniem rodziny Jóskowskich, zamiłowanie do zawodu gwarantuje staranność i solidność. Znane są takie „dynastie” lekarskie, prawnicze, artystyczne czy rzemieślnicze.

Choć w tej chwili zawodowe pasje ujawniają się już w trzecim pokoleniu, pan Bartłomiej z początku nie myślał nawet o działaniu w branży ojca; nie wiązał z nią swojej przyszłości. Jak wyglądały początki jego działalności w firmie? Jest rok 2001, znajomy pana Bartłomieja, podówczas młodego, dwudziestotrzyletniego mężczyzny, buduje w jego rodzinnym miasteczku centrum handlowe. Niemal od razu proponuje Jóskowskim wynajęcie powierzchni handlowej za niewielkie pieniądze. Pan Bartłomiej mówi o tym ojcu, wychodząc z założenia, że pokazując gotowe już meble łatwiej znajdą nabywców. Jednak ojciec nie podziela jego entuzjazmu. „Jeśli chcesz, to sobie sam otwórz!” – mówi.

Pan Bartłomiej nie chce łatwo rezygnować z pomysłu, więc otwiera sklep i przez pierwszych kilka lat prowadzi go samodzielnie. Interes się rozkręca, zamówień przybywa. I choć handel kwitnie, to problemy pojawiają się w samym warsztacie. Umiera pracownik, który był prawą ręką ojca Bartłomieja Jóskowskiego. Zamówienia z krótkimi terminami domagają się realizacji, ale jedna osoba nie ma szans im podołać. Ojcu w sukurs przychodzi więc syn.

Tak zaczęła się prawdziwa przygoda życiowa Bartłomieja Jóskowskiego, który w pracowni prowadzonej przez ojca odkrył swoją największą pasję i poczuł, że bez tej pracy, którą pokochał, nie potrafi żyć. Nie szukali już nowego pracownika. Ojciec i syn podzielili się obowiązkami, a firmę prowadzą wspólne do dziś, choć większość problemów z nią związanych spoczywa obecnie na barkach pana Bartłomieja.

Jak różne są zbiegi okoliczności, które decydują nieraz o przyszłości firm! Syn przychodzi do warsztatu ojca, by zastąpić zmarłego pracownika. Rozmiłowuje się w zawodzie i przyjmuje na siebie rolę szefa całej firmy. Nie bez znaczenia były owe zabawy w stolarni, obserwowanie pracującego ojca, kiedyś tam zasiana miłość do drewna i tworzenia zeń najrozmaitszych form. Ale przecież konieczny był i talent. Zarówno ojciec, jak i Bartłomiej Jóskowski, to przecież artyści, a nie zwykli producenci mebli. Trzeba wielkiej wrażliwości, precyzyjnego oka, wyczulenia estetycznego, by tworzyć – nie produkować, lecz właśnie: tworzyć – tego rodzaju gdańskie meble. Ale niezbędne są także: wiedza historyczna, znajomość symboliki rzeźb oraz wielka elastyczność, ponieważ wzory wykonywane na indywidualne zamówienia klientów są różne. Trzeba więc – utrzymując się w regułach stylu – dokonywać najrozmaitszych modyfikacji, zgodnie z życzeniem zamawiającego. Nie jest to przecież produkcja taśmowa. Nie zdarzają się wyroby identyczne. Szafy, kredensy, stoły, krzesła muszą mieć swoją własną duszę. Fakt, że każdy z nich jest ręczną pracą, zamienia je w „żywe istoty”, które wiele powiedzą i o historii, i o samym zamawiającym, i dalej, dalej – o pokoleniach następnych.

Właśnie dlatego pracownia Meble MebS na współpracowników wybiera wybitnych rzeźbiarzy, którzy – trzeba to przyznać – potrafią z drewna wyczarowywać cuda. Jest ich obecnie dziewięciu, a z ofertami wciąż zwracają się nowi. Pan Bartłomiej podkreśla, że są to znakomici artyści, bez których realizacja zamówień nie byłaby możliwa. Właściciel firmy przyznaje ze wzruszeniem, że: „taką osobą, bez której nie wyobrażam sobie w przyszłości spokojnej i przyjemnej pracy jest mój ojciec, który posiada nieocenioną wiedzę, doświadczenie, praktykę. Od niego każdego dnia wciąż wiele się uczę”.


 

Tagi: